wtorek, 3 maja 2016

CHORWACJA  - POŁUDNIOWA DALMACJA (2)

Sokol Grad zdobyty

Jeżdżąc  często trasą Dubrownk - Cavtat zwróciłam uwagę na tablicę "Sokol Grad 28km". Zamek na rysunku wyglądał zachęcająco, ale jeszcze bardziej zachęcająca była nazwa i odległość. Kolejne wolne popołudnie postanowiłam przeznaczyć na zapuszczenie się nieco dalej niż dotychczas w kierunku granicy z Czarnogórą.

Z Cavtat wyjeżdża się w kierunku lotniska w Cilipi i podąża magistralą adriatycką. Z trasy skręcamy w lewo na Grudę a dalej jedziemy zgodnie z oznaczeniami, które są bardzo wyraźne. Krajobraz jest zachwycający. Cyprysy, figowce i drzewa oliwne na tle malowniczych gór. Na kilkaset metrów przed celem podróży pojawia się niewielka sylwetka zamku na skale.

Pierwsze ujęcie zamku, całkiem przez przypadek znalazł się na nim znak z zakazem wjazdu
 
Przy drodze prowadzącej w lewo, za tablicą "bezpłatny parking" starszy mężczyzna, zachęca ruchem ręki, żeby zajechać. Stoi tam też znak drogowy "zakaz wjazdu", więc nie wjeżdżam. Kolejna droga w lewo prowadzi do zamku. Bilet kosztuje 40 kuna. 

 

 

Zamek nie należy do ogromnych, ekspozycja jest przyjazna, bez natłoku informacji (folder w języku chorwackim i angielskim przedstawia bliżej dzieje zamku), towarzyszące wystawom dźwięki wprowadzają w klimat odwiedzanych miejsc. Odgłosy sokoła na murach współgrają ze śpiewem już całkiem prawdziwych ptaków.

 

 

 

 

 

U podnóża zamku znajduje się malutki kościółek, czy raczej kaplica przycmentarna i niewielki cmentarz.

Na planie zamku zaznaczona jest ścieżka wokół murów, próbuję ją odnaleźć. Jednak ani w prawo, ani w lewo zamku nie można obejść dookoła. Ścieżki kończą się albo skałami, albo niewielkimi zagonkami ziemniaków wśród drzewek oliwnych.

 

 

Szukając jakiegoś ciekawego ujęcia zamku spotykam po raz kolejny starszego mężczyznę. Tym razem oferuje, że zrobi mi zdjęcie na tle zamku. Zgadzam się, bo pan wygląda bardzo poczciwie. Krótka wymiana zdań, skąd jestem i czy zamek mi się podoba, no i że ma tutaj sklepik z pamiątkami, więc może zechcę zobaczyć, kupować nic nie muszę. 

Ujął mnie ten sposób marketingu, idę i już wiem, że coś kupię. Djuro - tak miał na imię mężczyzna - zaprowadził mnie do straganu, na którym oboje z żoną wystawiają samodzielnie robione pamiątki, domowy miód, nalewki i inne pyszności. Tylko lody i woda typowo komercyjne. Djuro opowiada mi pokrótce historię zamku i muszę przyznać, że imponuje mi, bo począwszy od Ilirów zasiedlających te tereny, poprzez kolejnych najeźdźców przedstawia historię w zarysie. Potem przechodzimy do smaków miodu. Sięgam po jasny, lipowy, dowiaduję się, że lipa jest narodowym drzewem Chorwacji. To nie przypadek więc, że chorwackie grosze to "lipy". Ciemniejszy miód jest z szałwii. Djuro nie wie, jak jest szałwia po angielsku, ale zaprowadza mnie do rośliny, którą rozpoznaję. Decyduję się na ten miód. Potem dostaję jeszcze do posmakowania skórkę pomarańczową.

  Robimy pamiątkowe zdjęcia i żegnamy się serdecznie. Wyjeżdżając z parkingu przejeżdżam ponownie koło straganu i dostaję słoiczek miodu - lipowy - bo to przecież z drzewa narodowego Chorwacji.

 

 

Dlaczego w poście o zamku, jest więcej o ludziach niż o zamku? 

Zamek jest z pewnością wart obejrzenia. Malowniczo położony, zbudowany na wysokiej skale cieszy oko, nie dorównuje jednak wdziękiem ani Djuro, ani jego żonie. Więc jeśli zdecydujecie się zwiedzić zamek, zajdźcie też do przydrożnego sklepu z pamiątkami. Ja tam z pewnością jeszcze wrócę.

P.S. W pobliże zamku dojechać można z Cavtat autobusem liniowym nr 30.

 

c.d.n...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz