sobota, 19 grudnia 2015

Teneryfa dla sknerusa

1. Przypadek i przygotowania
- Może polecimy do Oslo na weekend, są tanie loty - zaproponował znajomy we wrześniu. Luźna propozycja wprawiła w ruch uśpioną machinę. Perspektywa marznięcia w Norwegii nie wywołała u mnie entuzjazmu, skłoniła natomiast do poszukiwań tanich lotów w nieco cieplejsze rejony.
Padło na Teneryfę.
Wiedza wyjściowa była niewielka: Teneryfa jedna z Wysp Kanaryjskich, należących do Hiszpanii, kurorty i plaże all inclusive, od których stronię jak tylko mogę. Wyspa z przyjaznym klimatem przez cały rok.
Ceny biletów lotniczych były na tyle kuszące, że decyzja zapadła i rozpoczęło się poszukiwanie możliwości jak najtańszego pobytu przy jednoczesnym zaliczeniu kanonu atrakcji turystycznych wyspy.
Zakup mapy i przewodnika to jak zwykle punkt nr 1.

Przyznam jednak, że znacznie więcej przydatnych informacji można znaleźć w internecie, na blogach i portalach podróżniczych.
Po doświadczeniach izerskich (patrz poprzedni post) rezerwowanie noclegów wydało mi się całkowicie zbędne. Przy średniej nocnej temperaturze grudnia +15 stopni nocowanie pod gołym niebem wydawało się jedynie słusznym rozwiązaniem.
Campingi na Teneryfie są bezpłatne. Informacje o ich położeniu i warunkach można znaleźć tutaj. Wymagane jest imienne zezwolenie, które można uzyskać drogą mailową wysyłając wypełniony kwestionariusz wraz z kopią dokumentu tożsamości na adres medionatural@tenerife.es lub faxem na numer 34 922 23 91 94. Nie wiem, czy tak jest standardowo, czy miałam szczęście, w każdym razie po kilku godzinach otrzymałam pozwolenie mailem.
Trzy punkty uzgodnionego programu to:
1. Wulkan el Teide (niestety za późno było na uzyskanie pozwolenia wejścia na sam szczyt) obejdziemy się więc smakiem i obejdziemy bokiem.
2. Wąwóz Masca (łódeczkę z plaży do Los Gigantos można zabukować przez internet wówczas cena biletu wynosi 8 a nie 10 euro).
3. Santa Crus de Tenerifa - stolica wyspy.

Szukając inspiracji na temat tanich podróży trafiłam na książkę "Paragony z podróży", którą polecam wszystkim pasjonatom podróży niezorganizowanych. A jeśli nie książkę, to przynajmniej bloga. Teksty napisane lekkim, zabawnym językiem zawierają mnóstwo przydatnych informacji. Stąd w moim bagażu podręcznym znajdzie się plandeka. O tym, czy i jak ją wykorzystam doniosę po powrocie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz